środa, stycznia 4

Jak zrobic by dostała dobrego orgazmu

Do napisania tego artykułu zmotywowały mnie trzy rzeczy:
1. Artykuł - Jak doprowadzić dziewczynę do orgazmu. Spraw żeby sex z tobą był niezapomniany - wraz z odpowiedziami.
2. Artykuł - Pierwsza dziewczyna i uczucie frajerstwa? - wraz z odpowiedziami
3. Reakcja mojej żony na powyższe

Na wstępie napiszę, że kolega P.O.D. (niezweryfikowany) ma rację pisząc, iż najlepszy seks jest z jedną, stałą partnerką. Dlaczego to później? Poza tym proszę o komentarze do tego artykułu szczególnie kobiety, gdyż albo potwierdzą moje zdanie albo zaprzeczą. Nie jestem Bogiem, mogę się mylić.

Seks. Cudowna sprawa, która według jednych opinii jest czymś najważniejszym, według innych jest to spoiwo dla związku. Co by nie napisać, seks to jest coś o czym wszyscy (prawie) marzą, ale nie wszyscy chcą o tym rozmawiać (na poważnie). Jest to temat dla wielu bardzo wstydliwy i wzmianka o seksie często kończy się śmiechem lub kawałami.

Kobieta ma wiele stref erogennych, ale moim zdaniem najważniejszą jest mózg. Tak mózg i to zarówno u kobiet jak i mężczyzn, ale skupię się na damskiej części homo sapiens. Dlaczego tak uważam? To mózg kieruje (niejako zarządza) całym naszym organizmem (podświadomie lub świadomie). Od mózgu zależy wszystko, praca serca, płuc, jelit ale też praca organów płciowych. To czy kobieta się podnieci lub czy mężczyźnie „stanie” zależy od mózgu. Dotyczy to hetero- , bi- oraz homoseksualistów. Niezależnie od wieku, płci, wyznania czy koloru skóry. A do mózgu jest kilka dróg:
- wzrok (szczególnie u mężczyzn)
- skóra
- słuch (szczególnie u kobiet)

Właśnie na słuchu się skupię, gdyż uważam, że to najkrótsza droga do rozpalenia kobiety i zarazem najbardziej niedoceniona przez mężczyzn. Odpowiednie słowa oraz modulacja mogą doprowadzić kobietę na skraj orgazmu. Kolega Kryska pisał o tym chociaż nie wiem czy był świadom tego dlaczego tak się stało. Ja zresztą wiele lat temu też nic nie wiedziałem o potędze jaka tkwi w kobiecym uchu. Do myślenia zmotywowały mnie słowa mojej wtedy partnerki, która powiedziała, że zakochała się i podnieciła przez telefon. Mimo jak się później okazało, gość ten był dupkiem, to do tamtego dnia tkwiły w jej głowie jego słowa. Przy odpowiednim opowiadaniu, w mózgu kobiety zaczynają tworzyć się wyobrażenia na temat tego co słyszy (już o tym pisałem na forum chyba).
Przykładowa sytuacja: siedzi piękna kobieta przy stoliku, podchodzisz i mówisz coś w tym stylu: „Jak patrzę na Ciebie, to widzę błękitną lagunę. Ty leżysz ubrana w skąpe bikini na plaży, a promienie słońca odbijają się od Twojej aksamitnej i opalonej skóry. Delikatny wietrzyk muska Twoje lśniące, długie włosy. Nagle jakaś niewidzialna ręka zaczyna masować Twój brzuch. Czujesz mocne, aczkolwiek delikatne palce, które przesuwają się niżej i pieszczą Twoje uda. Niewidzialny dotyk przesuwa się dalej do kolan i dalej do kostek aż w pewnym momencie chwyta Twoją stopę i zaczyna uciskać... Czujesz jak wprawne palce bez pośpiechu krążą wokół Twoich brodawek, ściskają z wrodzoną delikatnością Twoje sutki. Czujesz jak niewidzialna, męska dłoń, chwyta Twoje piękne piersi... Czujesz dotyk między nogami, niewidzialny dotyk, ale czujesz, że to jest język, delikatny, wilgotny, miękki. Ciepło tego języka rozlewa się na Twoją kobiecość....„
Przy takim opowiadaniu większość dziewczyn oblewa się rumieńcem. Bo kobieta widzi samą siebie w tej sytuacji. Podnieca się, bo jej mózg dostaje informacje, które przerabia na obrazy. Obrazy, które na 100% są związane z seksem. I przy okazji napiszę, że nie ma znaczenia o czym mówisz, tylko jak to mówisz. Im więcej szczegółów tym lepiej. Oczywiście mowa w miarę wolna, spokojna, tonacja odpowiednia, broń boże piskliwa. Jak Ci gula w gardle uwięzła to z reguły koniec.

To, że przy stoliku to jest przykład, teksty też przykładowe, ale chodzi o zrozumienie tematu. Szczerze napiszę, że miałem nie lada problem, żeby opanować tę sztukę, ale jest to możliwe. Wystarczy czasami poczytać pierwszego lepszego Harlekina i ćwiczyć słowa razem z wyobraźnią! Z czasem to słownictwo wchodzi do głowy i idzie jak automat. Stosuję tą metodę do dzisiaj na żonę (za jej zgodą oczywiście). Mówi mi, że uwielbia jak jej szepczę do ucha takie opowieści. Zresztą to nie muszą być opowieści. Nawet podczas wspólnych wypraw na „wyspę eros” (seks) mówię jej co robię w danej chwili ale w sposób opisany powyżej. Powoli, z dodatkami rodem z romansidła.

Teraz trochę napiszę o seksie. Jak sprawić, żeby kobiecie było dobrze? Wszystkie metody opisane na tej stronie są dobre, masaż, „pendrive” jeżdżący po cipce, minetka, różne metody penetracji itp. To wszystko jest super ale... No właśnie ale. Mając dziewczynę na jedną lub kilka nocy, nie ma z reguły problemu, żeby nie zapomniała o seksie z nami kwestia na jak długo go zapamięta. Notabene niewielu z nas (mam na myśli mężczyzn ogólnie) potrafi zadowolić kobietę. I to nie dlatego, że są gorsi, że mają mniejszego J, chodzi o to, że brak im cierpliwości. Owszem, kobiety też potrafią się podniecić w minutę, też potrafią przeżyć orgazm po następnych dwóch i jeszcze jeden po następnych kilku-kilkunastu. Ale nie jest to reguła. W dużej większości przypadków, trzeba kobietę do orgazmu przygotować. Właśnie poprzez grę wstępną, rozgrzewamy kobietę. Im dłuższa i nieprzewidywalna tym lepsza.

Unikać należy schematów. Wyobraźcie sobie, że kiedyś kobieta po kilku miesiącach nie była zadowolona z seksu ze mną. Dlaczego, skoro na początku rozpływała się w moich ramionach? Bo wpadłem w rutynę, schemat który powtarzałem zbyt często. Co z tego, że na początku była w niebie, jeżeli po jakimś czasie miałem problem z rozpaleniem jej. NAWET MERCEDES SIĘ NUDZI Z CZASEM. Panowie unikajcie rutyny, rutyny, którą my mężczyźni w wielu przypadkach kochamy. Bo jak jej raz było dobrze to zawsze powinno być. No właśnie, życie jest jednak brutalne. Im więcej zaskakujących, nieprzewidywalnych rzeczy tym lepiej.

Napisałem wcześniej, że zgadzam się z twierdzeniem, iż seks ze stałą partnerką jest bardziej satysfakcjonujący. Tylko w przeciwieństwie do monogamistów, stała partnerka nie oznacza dla mnie jednej kobiety do końca życia. Mówię o stałej partnerce na jakiś czas, bo kobieta z którą jesteśmy niemal rok, to już jest stała partnerka, jeżeli w tym czasie współżyjemy właśnie z tą jedną kobietą. Do rzeczy. Rzadko się zdarza żeby nowo poznana kobieta była od razu otwarta w seksie, robiła wszystko tak jak powinna w sposób, który nam odpowiada. Moim zdaniem albo miała perfect nauczycieli (kilku), albo przyjęła za dużo „kiełbasek”, albo nasze doświadczenie jest jeszcze małe. Przykład pierwszy bardzo rzadki, drugiego nie polecam, trzeci zależy od nas. Każdy z nas jest inny. Każdy z nas lubi coś innego i inaczej. To samo dotyczy kobiet. To co doprowadzało jedną kobietę do szaleństwa, inną może w ogóle nie ruszać, wręcz drażnić. Dlatego uważam, że po jakimś czasie dopiero jesteśmy w stanie poznać partnerkę, żeby wiedzieć czego potrzebuje i w jaki sposób ją zadowolić. Czas w tym miejscu jest nie ważny, bo każdy z nas i każda kobieta ma swoją tolerancję do tego typu rzeczy, chociaż uważam, że mężczyźni są bardziej otwarci na sprawy seksu, ale też obwarowane to jest pewnymi regułami. Temat na inny artykuł. Reasumując, z partnerką, którą znamy dłużej, jesteśmy w stanie zajść dalej w seksie i więcej „tajemnic” odkryć.

Inną sprawą jest podejście do seksu na zasadzie: muszę zadowolić kobietę. Dzisiaj na forum ktoś pisał, że nie bądźmy jak psy i nie myślmy o sobie. Ja skomentuję to tak: myślmy o sobie i o kobiecie. Postawa dużej części mężczyzn jest bardzo altruistyczna, tzn. za wszelką cenę chcą zadowolić kobietę pomijając własną satysfakcję. Wynikać ona może z wielu powodów, ale najczęstszą przyczyną jest niska samoocena. Własne ego próbują podbudować zadowoleniem kobiety. A w seksie nie chodzi tylko o kobietę. A mężczyzna to co? Jeżeli samego siebie cenimy to też chcemy jak najlepiej wyjść na tym co robimy. Chęć zadowolenia tylko kobiety po jakimś czasie może doprowadzić do frustracji, bo seks nie jest tym czego chcemy lub czego się spodziewamy. Dając kobiecie rozkosz trzeba też czerpać przyjemność z tego a nie robić wyścig do kobiecego orgazmu. Ślepa uliczka moim zdaniem. Bo właśnie dążenie do orgazmu w wielu przypadkach powoduje niezadowolenie z seksu. Paradoks? Nie. Wyobraźmy sobie, co kilka dni wchodzimy do sypialni, kładziemy się, całujemy i kochamy. Kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt minut, nieważne ile byleby orgazm!! I jak długo wytrzymacie w takim związku? Niczego nie będzie Wam brakować? Myślę, że będzie, bo gdzieś w wyścigu do orgazmu zostawiliśmy lub pominęliśmy to co najważniejsze. A czyż droga do orgazmu nie jest piękna...? Jak myślicie, to orgazm spaja dwojga ludzi czy droga do orgazmu? Intymność, bliskość, budowanie zaufania, pragnienie, to jest droga, a orgazm jest uwieńczeniem tej drogi. Nie na odwrót. Jeżeli zadbamy o szczegóły to orgazm przyjdzie, prędzej czy później i na pewno będzie niebotyczny.

Czytam na forum, np. „Chyba wiecie że gdy kobieta jest dobrze zaspokojona to wróci do Ciebie po więcej! Już wam pisze jak doprowadzić dziewczynę do orgazmu.
Gdy jesteś z dziewczyną nie wkładaj jej od razu swojego pendrajwa. Jeżdżąc nim po jej cipce poczekaj aż ona tego bardzo zapragnie. Czasem dziewczyny aż proszą żeby złożyć. Pobaw się jeszcze chwilę i dopiero wtedy w nią wejdź”.

I co? Wszystko? Daję moją głowę na tacy, że jeżeli kobieta miała wcześniej dobrego kochanka to po czymś takim nie będzie chciała powtórki. Na szczęście niewiele kobiet (procentowo) miała przyjemność z kimś, kto wie jak grać na tak pięknym instrumencie jakim jest kobieta, żeby wydusić z niej najwyższe tony. Kobiety uczą się orgazmu i odbierania przyjemności. U kobiet gotowość seksualna nie oznacza, że seks będzie zadowalający. Winę za to ponoszą zarówno mężczyźni, bo albo są ślepi i głusi na potrzeby partnerek, albo usilnie chcą sobie udowodnić że są dobrzy, zapominając o kobiecie, ale też kobiety, które zamiast powiedzieć partnerowi co jest nie tak wolą udawać, że jest wszystko w porządku i zamykają się w sobie, przy czym nie wiedzą, że mózg w takim stanie nie pozwoli im na czerpanie przyjemności. Na poparcie mojej teorii podaję statystyki:

- 20% kobiet nie przeżywa orgazmów
- 40% kobiet przeżywa orgazm tylko podczas masturbacji
- 20 % kobiet przeżywa orgazm podczas stymulacji punktu G (pochwowy)
- 10 % kobiet przeżywa orgazm wielokrotny

Myślę, że powyższe informacje są przekonywujące. Dla mnie są, więc przepraszam, ale jeżdżenie penisem po cipce owszem jest fajne (sam lubię takie zabawy) ale nie jest to recepta na orgazm. Powinna to być część gry wstępnej. Jeżeli w ciągu roku współżyliśmy z 10 kobietami to statystycznie 2 do 6 nie miały orgazmu. Ile kobiet powiedziałoby o tym, że nie miały? A dlaczego nie miały? Może sama chęć dojścia do orgazmu, myślenie o tym spowodowało, że nie doszły, bo myślały o orgazmie zamiast czerpać przyjemność i się wyluzować.
Pamiętam, że jak miałem koło dwudziestu lat, to seks był łatwy. Sama myśl o nim, samo oczekiwanie, tajemnica wokół tego tematu powodowała takie napięcie i pożądanie, że wystarczyła chwila. Ale z czasem potrzeby rosną, szczególnie u kobiet. Miałem kiedyś na terapii kobietę, która przez 20 lat małżeństwa udawała orgazm przed mężem, a dopiero kochanek pokazał jej co to jest. Wyobrażacie sobie, że kobieta po 40 dopiero poczuła co to jest seks! Ja to nazywam tragedią. Tylko miłość do męża spowodowała, że tak długo czekała ze zdradą. Ale z drugiej strony nic mu nie mówiła, tylko udawała. Kogo winić? Nie mnie oceniać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Prześlij komentarz